.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  

Share | 
 

 Gabinet Dyrektora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
James
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 91
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Gabinet Dyrektora   Czw Sty 30, 2014 5:50 am

Czarowne miejsce, największe pomieszczenie w budynku administracyjnym, poprzedzone małym sekretariatem i pancernymi drzwiami (na wszelki wypadek?).
Biurko, fotele, półki z dokumentacją (nie całą rzecz jasna, od tego jest archiwum), a nawet ulubiona skórzana kanapa Sokołowa. Roślinności brak, widok na spacerniak przez duże okno niemal na całą ścianę zasłaniane żaluzjami w kolorze grafitu. Meble antracytowe, podłoga pokryta ciemną wykładziną. Pod ścianą znajduje się kawałek ozdobnej wykładziny z linoleum. Na ścianie mapa Rosji z roku 1920, antyk.


Theme

And I'm going straight to hell
And I've got a lot of friends there
And if I see that bitch in hell
I'm gonna shoot him in the head again
Cause I wanna see him die

Over and Over and Over and
Over and Over and Over and
Over and Over ...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://czarnydelfin.forumpl.net
Borys
Dyrektor JUK25/6


Liczba postów : 6
Join date : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Czw Mar 20, 2014 10:41 am

Nie był pewien czy skwaszone miny podwładnych były tym, czego chciał w swoim biurze. Przyszło mu na myśl, że można by nieco odświeżyć kadrę administracyjną. Wyjątkowo miał dziś tak nieadekwatny do dnia poprzedzającego dzień wolny nastrój, że przez krótką chwilę nad kawą zastanowił się nad wcześniejszym wyjściemz pracy. Doszedł do wniosku, że nie ma to najmniejszego sensu i w jakiś mniej lub bardziej sensowny sposób wytrwa.
Aktualnie siedział przy biurku już nie z kawą a z papierosem, czytając jeden z protokołów administracyjnych Makarova. Chwilę później przeszedł do dzisiejszego zdarzenia. Interkom zaświecił się na czerwono, a on raczej niespiesznie nacisnął guzik.
- Panie Dyrektorze, Yefimov Artem. Przynieść panu jego akta?
- Nie krępuj się, Nabokov. - znudzonym tonem odpowiedział, nie starając się nawet ukryć ironicznej nuty, czekając aż sekretarz dostarczy mu teczkę, niezbyt wyróżniającą się. Zapalił kolejnego papierosa i przejrzał podstawowe dane, a potem dane sprawy, którą przeprowadzano. Nadzorcy stali przy drzwiach, a Artema postawili na środku. Nawet na niego nie zerknął, nie obdarzył go ani sekundą swojej uwagi.
- Krzesło. Usiądź. - rzucił dość chłodno, ale jak najbardziej po swojemu. Czasami bywał przecież bardziej lodowaty niż biegun północny polany skrzętnie płynnym azotem. Oglądał właśnie zdjęcia z kartoteki. Uniósł lekko brew zaciągając się i spojrzał na niego, mówiąc do podwładnych.
- Panowie, proszę poczekać za drzwiami. Dziękuję. - poczekał aż strażnicy wyjdą. - Niezbyt kolorowe akta, panie Yefimov. Czerń, czerwień, odrobina wojskowego khaki. Studiował pan? - odezwał się rzeczowo, niemal przedmiotowo traktując całą sprawę. Strzepnął popiół do eleganckiej popielniczki i przerzucił akta. Zupełnie jakby rzucił słowa w przestrzeń, jakby gabinet był całkowicie pusty, odchylił się w fotelu, opierając dłonie o podłokietniki.


his voice & theme

Toy-like people make me boy-like
Toy-like people make me boy-like
They're invisible, when the trip it flips
They get physical, way below my lips
And everything you got hoi-poloi like
Now you're lost and you're lethal
And now's about the time you gotta leave all
These good people...dream on
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 18
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Czw Mar 20, 2014 12:34 pm

Kazano mu czekać. Chujowo, bo nie znosił tego robić. Drażniło go jak musiał przesiadywać w przychodni lekarskiej, ale to można było raczej porównać do oczekiwania przed gabinetem dyrektora szkoły... Tyle że tutaj nikt nie wezwie jego rodziców za złe zachowanie. Czekał więc notorycznie rozglądając się po kręcących pracownikach. Cóż za smętne żywoty wiodą. Co to za robota, biegać z papierami w takim miejscu. Szarym, ponurym. Pewnie połowa świata poza Rosją nie widziała. Chujowo... Za chwilę przeleciał obok niego sekretarz, a kilka minut później on sam, został poproszony do gabinetu. Oczywiście w towarzystwie dwóch klawiszów. Wszedł i rozejrzał się. Nie był tu wcześniej, więc z czystej ciekawości ocenił otoczenie. Miejsce to aż kipiało minimalizmem. Meble charakterne, ozdóbki charakterne... Jego uwagę przykuło okno, a potem kawałek podłogi przy ścianie nie pasujący do reszty. Nie zastanawiał się jednak zbyt długo. Pan dyrektor bowiem już przeglądał jego akta. Skrzywił się na to lekko. Podszedł i usiadł jak mu zaproponowano. Jak miał okazję, to siadał. Oczywiście usiadł sobie wygodnie, tak jak mu się podobało. Nie był małą dziewczynką, żeby spinać się i łączyć nóżki. Miał wyjebane na dyrektorskie zdanie. Przekrzywił głowę, kiedy wyproszeni zostali obaj nadzorcy. Taki pewny siebie? W sumie... Wyglądał na typa z jajami. A do tego rzadko zdarzało się, żeby ktoś górował nad nim wzrostem, a tu proszę, trochę wyższa osoba się znalazła. Siedział więc i miał wyjebane. Spiął się dopiero przy słowach Sokołowa. Zmrużył oczy
- To i tak już dość szeroka paleta, jak na mój gust.
Odszczeknął na zdanie o kolorach. Nie podobało mu się. Pytanie na temat studiów, zignorował. Przecież miał przed nosem akta, a w tym shitcie na sto procent było podane, że chodził do szkoły wojskowej, nie na jakieś tam zwykłe studia. Patrzył na niego trochę spode łba... Czyli tak jak zwykle na wszystkich...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys
Dyrektor JUK25/6


Liczba postów : 6
Join date : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Pon Mar 24, 2014 1:36 pm

Nie zdziwiła go bezczelność więźnia. Szczerze mówiąc niewiele by go obeszła na codzień, ale dziś było wyjatkowo niebezpiecznie nawet spojrzeć na Sokołowa. Uniósł brew, nie spoglądając na niego. Nie musiał zgadywać, ani sprawdzać jego miny. Po pierwsze - było mu to zbędne do szczęścia, po drugie - wiedział.
- Jak na mój gust, zdrowy rozsądek powinien pana skarcić lekko w tej chwili. Ponowię pytanie, chociaż szkoda mi czasu : Studiował pan? - bijący ze słów chłód mógłby konkurować śmiało z płynnym azotem. Spojrzenie dyrektora zawisło na ekranie laptopa na kilka sekund, następnie na aktach Artema. Zamierzał z nim rozmawiać, nie przesłuchiwać. Nie przypadło mu do gustu bezczelne odpyskowanie Yefimova i to, że zaistniała taka sytuacja, było powodem znacznego ochlodzenia już i tak lodowato błekitnych oczu Borysa. Spojrzał wreszcie na niego. Jego twarz nie miała wyrazu, oczy natomiast z natury wwiercały się w miejsce, na którym spoczęła jego uwaga. I bynajmniej nie były to oczy Artema. Elegancko otaksował go wzrokiem, zupełnie jakby miał zdolności Supermana - rentgen w oczach.
- Polecam utrzymać naszą konwersację na poziomie rozmowy. Nie zamierzam pana przesłuchiwać, panie Yefimov. Już dawno uczyniły to za mnie wskazane, przez państwo rosyjskie, persony. Natomiast interesuje mnie konkretnie pańska własna odpowiedź na pytanie, czego akta nie zawierają. Sądzi pan, że na rękę jest mi oceniać za pomocą pliku nic niewartych poznaczonych tuszem drukarskim kartek? Nie zamierzam pana oszukiwać. Całe nasze spotkanie ma swoją genezę w pańskim, za przeproszeniem, opierdalaniu się w izolatkach.
Nie zadrżał mu głos, to by oznaczało poirytowanie. Nie podniósł go, to by oznaczało, że nie jest pewien swojego autorytetu. Nie uśmiechnał się - to byłoby oznaką chamstwa i zbytniej pewności siebie. Nie zmienił tonu, modulacji, chlodu spojrzenia, wyrazu twarzy - to oznaczało kompletny brak emocji i profesjonalizm. Od razu było widać, że kto jak kto, ale Borys Sokołow w więzieniu pracuje, nie 'pracuje'. Przerzucił wzrok na przeciwległy kąt z umywalką i oparł nogę na kolanie, kładąc akta na udzie i lekko poluźniając drogi krawat. Zmrużył oczy, jakby w zamysleniu.


his voice & theme

Toy-like people make me boy-like
Toy-like people make me boy-like
They're invisible, when the trip it flips
They get physical, way below my lips
And everything you got hoi-poloi like
Now you're lost and you're lethal
And now's about the time you gotta leave all
These good people...dream on
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 18
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Pon Mar 24, 2014 9:48 pm

Patrzył się i zastanawiał. O co mogło chodzić temu facetowi... Przeskrobał coś za mocno? Hm? Przecież w zasadzie nie wychodził z izolatek. Hm, może właśnie o to chodziło? No nie ważne. Zaraz się dowie. Zmrużył oczy, kiedy Sokołow rozpoczął swój nieco przydługi monolog na temat rozsądku... O co mu chodziło, po jaką jasną cholerę u ta wiedza? Niemal miał to pytanie wypisane na twarzy. Milczał chwilę, napięty, po czym odpuścił znów rozwalając się na fotelu jak u siebie
- Nie. Miałem zamiar, miałem plany, ale coś mi wypadło.
Odpowiedział trafnie, szczerze, ale nie schodząc z tonu swej charakterystycznej arogancji. Miał wjebane na chłód dyrektora. Sam miał dość temperamentu i własnego ognia, że zamiast lodu, w pokoju była całkiem wyrównana temperatura. Cieplej od wejścia, chłodniej od ściany. Jakby się starły bez walki dwie siły, ale żaden z jej przedstawicieli nie podniósł ręki na drugiego. I jeśli wcześniej miał wrażenie, że powiało lodem, Królowa Śniegu podniosła wzrok znad dokumentów. Królowa Śniegu w jej lodowym zamku! Też mi coś kurwa, doskonałe! Oklaski dla pana Reda za świetne porównanie. Sokołow przyzwalał na ten sajgon który dział się za kratami jego więzienia, czy był tak zapatrzony we własne notatki i komputer, że nic nie widział? I właśnie to malowało się w jego spojrzeniu. Szczypta pogardy dla pana za biurkiem. A jeśli pomyślał sobie, że wcześniejsza wypowiedź Borysa była za długa, to się właśnie przekonał, że ten sopelek mógł powiedzieć aż tyle tym bezbarwnym tonem. Rozmawiał z automatyczną sekretarką? No i padł magiczny powód ich dzisiejszego spotkania, brwi Reda poszły na moment w górę, by znów opaść na swój poziom. Pociągnął nosem i zaśmiał się, choć pewnie tylko jemu w tym pomieszczeniu było teraz do śmiechu
- Brak ci rąk do roboty? Pogoń nadzorców, może zamiast pastwić się nad więźniami po kątach, zaczną być nieco bardziej użyteczni... A co do mojego obijania po izolatkach, to nie moja wina, że ciągle mnie do nich pakują. Zresztą lubię ciemność i ciszę.
Wyraził swój pogląd na sprawę nie schodząc z tonu wyjebania. Znów pociągnął lekko nosem i teraz skrzyżował ręce na klatce piersiowej rzucając wyzwanie panu dyrektorowi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys
Dyrektor JUK25/6


Liczba postów : 6
Join date : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Czw Kwi 10, 2014 8:36 am

Spojrzał na niego szczerze rozbawiony całą jego postawą. Wiele w życiu zobaczył, a to nauczyło go jak reagować na brak szacunku. Niewiele jednak znów zadziało się na jego twarzy. Jedynie kącik ust uniósł się w mikroskopijnym, wieloznacznym uśmiechu. Pogardliwym, kpiącym, rozbawionym. Najbardziej rozbawiło go gładkie przejście na 'ty'. I o ten punkt zaczepił, chociaż nie tak żałośnie jak większość.
- Rozumiem, że ty Artem zorganizowałbyś to jakoś porządniej? W sumie, możnaby się tego spodziewać po wojskowym. Wszystko macie równiutko, jak w zegarku. Czego innego oczekiwać, kiedy od początku wymaga się od żołnierza perfekcji. - znienacka jego ton głosu stał się dziwacznie i fałszywie ciepły. Odłożył akta na biurko, zamykając teczkę. Zdjął krawat, co mogłoby być oznaką spięcia, gdyby nie fakt, że zdjął go w innym celu. Przewiesił go zgrabnie przez rączkę od szuflady biurka. Wstał. Człowiek góra. Z kieszeni wyjął paczkę papierosów i wyciągnął ją w kierunku Reda.
- Zapalniczka leży na biurku.
Sam wyjął z kieszeni drugą i zapalił. Zaciągnął się, stając przy oknie, bokiem do Artema. Elegancki, miał w sobie coś z przysłowiowego rosyjskiego niedźwiedzia. Luźna sylwetka wcale nie sprawiała wrażenia rozmiękczonej. Z daleka widać było, że nie gardzi swoim zdrowiem (wyłączając papierosy) i kondycją. Nie starał się zaimponować więźniowi. Chyba oboje mieli 'wyjebane', chociaż w rzeczywistości Sokołow bardziej. Był o całe tony lodu spokojniejszy, a kiedy chciał, potrafił tym lodem sprawić, by skóra karku płonęła żywym ogniem.
- Postawiłeś się kiedyś na miejscu tych kilku idiotów? - zabrzmiało pozornie moralizatorsko. - Interesujące jest to jak ludzie mogą skrzywdzić innych ludzi za swoje własne błędy i kompleksy. Nie potrafią spojrzeć w lustro i przyznać się do błędu. Większość z nich to wzorowy wręcz przykład tchórza. Był już facet podobny do ciebie, Red. Spytaj kiedyś o Morozowa. Poważnie. Wojskowy, temperament rozdrażnionego skorpiona, miał wielu wrogów, ale nikt nie potrafił go złamać. Kara śmierci nie obchodziła go zupełnie, pewnie umarłby ze swoim firmowym uśmiechem pieprzonego skubańca przyklejonym do twarzy. Niezwykle jesteście podobni. - mówił swobodnie, chociaż wciąż chłodno i beznamiętnie. Zmrużył oczy zaciągając się i nie kontynuując. Zgasił papierosa w popielniczce na stoliku, obok kanapy. Widać było, że pozostał mu silny szacunek do Saszy. - Jemu też na początku zależało na izolatkach. To silny instynkt kazał mu odsuwać się od ludzi. Ciężkie dzieciństwo z ojcem psychopatą. Natomiast jedno w tym jest ważne. - podszedł do biurka i oparł się o nie tak, żeby sprowadzić swoje lodowe oczy na poziom Redowych. Marynarka odchyliła się odsłaniając dyskretnie dwa solidne magnum przy bokach. - Kutas miał szacunek do odpowiednich osób. Precyzja była jego siłą. Był w stanie położyć 5 strażników w 10 minut, dzięki temu, że nie tracił czasu w izolatkach i zginał kark przy robocie. Hartował się, trzymając zasady, że przyjaciół trzyma się blisko, a wrogów na odległość fiuta. - rzucił już z niejasnymi emocjami w głosie. Bladymi i wypranymi, ale zawsze. - Jeżeli nie usadzisz swojego tyłka w celi a w wyznaczonych terminach nie weźmiesz się do roboty - możesz liczyć na to, że pogonię nadzorców do wykonania ich obowiązków w taki sposób, by stali się bardziej użyteczni. Obiecuję ci, że nie wsadzą cię już do izolatki.
Usiadł i wziął do ręki pióro oraz wzornik protokołów. Wypełnił je eleganckim pismem, szybko i bez zatrzymania. Jego wypowiedź była jednoznaczna. Sokołow zawsze wiedział, czego oczekuje i co uzyska. Nie przebierał w środkach, nie ograniczał się. Historią postanowił rozgrzać umysł Reda, wiedział że tak czy inaczej kiedyś się zastanowi. Kiedy będzie już wystarczająco zmęczony swoim własnym zachowaniem.


his voice & theme

Toy-like people make me boy-like
Toy-like people make me boy-like
They're invisible, when the trip it flips
They get physical, way below my lips
And everything you got hoi-poloi like
Now you're lost and you're lethal
And now's about the time you gotta leave all
These good people...dream on
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 18
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Czw Kwi 10, 2014 12:36 pm

Mimo, że był to tak nieznaczny ruch na jego twarzy, to Red zauważył go. Jak? Ponieważ wcześniej twarz ta pozostawała bez wyrazu i teraz, gdy pojawił się na niej jakiś ruch, bardzo rzucił się w oczy. Spojrzenie Artem'a, chwilę wisiało na kąciku ust dyrektora, by zaraz znów, bardzo powoli przenieść się na jego oczy. Zacisnął usta w cienką linię i pociągnął nosem wracając do swojej niezwykle obojętnej postawy, kiedy Borys postanowił skomentować to, jak poradziłby sobie na jego miejscy. Wzruszył ramionami
- Kto wie? Wojsko wojskiem, ale to ty jesteś sztywny jak kołek... Może jakbyś spuścił z pary to lepiej by ci szło ogarnianie tego małego przedszkola dla terrorystów i psychopatów?
Odszczeknął, a potem przyglądał się jego kolejnym gestom. Nie ufał nikomu, kto za długo siedział za biurkiem i nie ufał nikomu, kto zajmował jakiekolwiek wysokie stanowiska... Nie jego wina, przejechał się na tym już kilka razy. Spojrzał na fajki. Oh kurwa... Tak, tego mu brakowało, izolatki mu ich nie zapewniały. Wziął sobie dwie, jedną wsadził w kieszeń, a jedną zapalił i zaciągnął się tak, jakby tonął i właśnie wziął pierwszy oddech pełen życiodajnego tlenu. Niemal przyjemność mu się na twarzy odmalowała, ale skrzętnie zakrył ja pod wyjebaniem. Nie podziękował, po co. Teraz dopiero znów zerknął na Borysa, który nostalgicznie ustawił się teraz obok okna, epicko gapiąc się chwilę w dal, a potem zwracając do Reda. Oczywiście ocenił sobie jego sylwetkę, głównie pod kątem tego ile siły skrywa ciało dyrektora i czy trudno byłoby go powalić. Po podsumowaniu wszystkich przeliczeń, okazało się, że całkiem trudno... Byłby z nim nawet gruby kłopot. Nie zachwycało go to, zaciągnął się znów i wypuścił dym z płuc. No i zaczął się, wywód. Zapoczątkowany pytaniem retorycznym, z odpowiedzią w Redowej głowie 'Oczywiście, że tak, codziennie katuję sam siebie w myślach, dupku... Tak do śniadania i na kolację.'. A potem powiedziane zostało kilka zdań, które uznał, za nawet interesujące, ale chwilę później jego dziki umysł zaczął szukać drugiego dna. Do czego on piął rzucając jakimś tam nazwiskiem. Chuj go obchodził jakiś tam więzień, do którego był podobny, co więcej, mówił o nim w czasie przeszłym, to by znaczyło, że już go sprzątnęli. Czyli wyjebane w jego zajebistość i tak skończył tak, jak miał. Arogancja wprost ciekła z Yefimova, przeplatana pytaniem o co kurwa chodzi. Zauważył natomiast, że dyrektor użył w stosunku do niego już nie imienia, czy nazwiska, a pseudonimu. O, czyli aż tak bombowo niedoinformowany, czy sztywny nie był. Wow... Szacun. Obserwował jak znów zbliża się do biurka. Fajka w ustach Reda się wypaliła, więc pstryknął ją wprost do popielniczki, nie trafił, celował we własne akta 20 centymetrów dalej... Niemal cmoknął niezachwycony. Zwrócił wzrok na Borysa, który teraz znów miał wzrok na poziomie jego oczu. Zimno zimno, jebana Antarktyka. Kurwa, czy to śnieżynka? Przyglądał się, bo chciał zobaczyć rezydencję Świętego Mikołaja w tym lodowym królestwie. Jego uwagę zwróciły jednak magnum, dwa... Zacne. Aż przechylił lekko głowę patrząc. Fajne, przemawiają do wyobraźni... Znów spojrzał mu w oczy, o bałwanki tańczą z syberyjskimi niedźwiedziami... AHA... Tutaj było sedno sprawy. Podły błysk pojawił się w jego spojrzeniu.
- Był w stanie położyć 5 strażników w 10 minut, dzięki temu, że mu się chciało.
Odsyknął. Jemu się nie chciało Niby powinien poczuć się obrażony, że nie dał rady trzem. Dałby, ale miał wyjebane. Nie chciało mu się. Nic, kompletnie, brak motywacji do czegokolwiek zżerał go już od dawna. I wbrew sobie samemu, sam zaczął się przyrównywać do tego 'kogoś' o kim wspomniał Sokołow, nawet nie zauważając. Kiedy go oświeciło aż się wkurwił sam na siebie
Tekst o przyjaciołach i wrogach wziął na tyle do siebie, ze aż się nieco wyprostował i oparł inaczej w fotelu. Co najmniej jakby rozważał, czy nie zastosować, ale w byle co chuja wpychać nie będzie... Bo nie ma bata, żeby ktoś go tknął swoim. Zirytował się. A potem zauważył drobną zmianę w tonie dyrektora i aż uniósł brwi... Zmrużył oczy. Groził mu. Taki był cwany? No i włączył, czerwoną lampkę w głowie Reda. Yefimov zmrużył oczy
- W takim razie od razu możesz strzelić mi w kolano, bo prędzej będziesz mnie musiał zmusić, niż zrobię cokolwiek co się ode mnie zażąda, panie Sokołow.
Nie wsadzą go już do izolatki? W takim razie on się już o to postara, wręcz miał to wypisane na twarzy. Postawa godna szczeniaka, ale była pewna linia, której w jego głowie nie powinno się przekraczać, a między innymi rozkazy naruszały ją w podstawach. Skrzyżował ręce na piersi i miał już znów wyjebane w całą postać dyrektora Delfina...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys
Dyrektor JUK25/6


Liczba postów : 6
Join date : 30/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Pią Kwi 11, 2014 3:16 pm

Nie zerknął na niego, ale ponownie w kąciku jego ust odmalował się enigmatyczny, aczkolwiek z całą pewnością wyjątkowo paskudny uśmieszek. Red chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie sprzedał mu cały zarys swojej psychiki. Czy raczej oddał go za darmo. Sokołow nie przerwał wypełniania protokołu, na końcu podpisując się zamaszyście. Odłożył pióro, wyrwał kartkę protokołową dociskając metalową linijkę i zamknął ją w aktach, dopinając spinaczem. Schował bloczek, wyjął jeszcze jednego papierosa i odchylił się w fotelu, tym razem patrząc prosto w oczy skazańca. Iskra triumfu tańczyła z tymi jakże uroczymi niedźwiadkami i pingwinkami. Bynajmniej nie tango, a raczej bardzo gwałtowne passadoble. Zaciągnął się kilka razy w pełnym zadowoleniu. Nie zapomniał o badziewnej pogodzie, nie zapomniał o incydencie z poranka, o jakże porywającej rozmowie z bezczelnym gnojkiem. W końcu zgasił papierosa w popielniczce, wstał i płynnym ruchem strzelił mu w kolano. Nie celował prosto w nie, a raczej tuż tuż, żeby postrzelić go rykoszetem. Okazuje się, że pan dyrektor nosi broń odbezpieczoną, chociaż okazjonalnie, to jednak.
-Proszę, oto kompromis. Po wizycie u lekarza maszerujesz prosto do izolatek. Zmyć podłogę i odczyścić ściany. - rzucił, a jego głos zabrzmiał jak odłamek lodu przecinający powietrze. A potem usiadł, nie chowając broni do kabury. - Chciało mu się o wiele więcej. Chciało mu się dbać o swój szacunek. I dbając o siebie sprawiał, że inni bali się choćby odrobinę różnić w pogladach. Lub nienawidzili go, ale nie potrafili wymierzyć ciosu. Za wysoko się cenił i jego cenili dużo wyżej niż na prawdę był wart. Traktując siebie jak nic niewarte gówno pozwalasz innym by traktowali cię jak wyjątkowo śmierdzące nic nie warte gówno. Sam sobie ułozyłeś los. A teraz siedzisz w Delfinie, użalasz się nad sobą w izolatkach lub wisząc na haku w chłodni i pozwalając sie okładać jak spłoszony kundel. Ocknij się, Krassny. Życie toczy się dalej, słońce wschodzi i zachodzi wciąż w tych samych miejscach. A ty zachowujesz się, nie przymierzając jak biedny czerwony kapturek, który zobaczył groźnego wilka przed nosem i postanowił dać mu dupy.
Nie oderwał od niego wzroku ani na sekundę, utrzymując beznamiętny ton. Ani nuty zirytowania. Wiedział. Jak zwykle wszystkim wydawało się, że ma zbyt mocno gdzieś całe to więzienie. Jak zwykle wszyscy uważali, ze jest sztywny, że się nie interesuje. A on wiedział znacznie więcej niż nawet sędziowie, którzy wydawali wyroki. Więcej niż adwokaci po stronie oskarżonych. Przewiercał ludzi na wylot lodowatymi oczami i analizował w pełni ich zachowanie. Niezwykle trafnie. W końcu z wykształcenia był kryminologiem. A to, że Red był nieco podobny do Morozowa było tylko punktami dodatkowymi, choć nie wkładał ich do tego samego worka.


his voice & theme

Toy-like people make me boy-like
Toy-like people make me boy-like
They're invisible, when the trip it flips
They get physical, way below my lips
And everything you got hoi-poloi like
Now you're lost and you're lethal
And now's about the time you gotta leave all
These good people...dream on
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 18
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   Pią Kwi 11, 2014 3:56 pm

Patrzył sobie i czekał. Co on tam skrobał, bawił się w psychologa i grał sam ze sobą w kółko i krzyżyk? Cynizm w głowie Reda próbował przejąć kontrolę, ale doskonale słyszał, że to co jest notowane, to słowa. Przysłuchując się w jaki sposób pióro skrobie po kawałku kartki, mógł się natychmiast domyślać, że Sokołow jest zdecydowany w tym co pisze, a słowa notowane są nie do podważenia. Czekał i poczuł się nagle odrobinę tak, jak wtedy w sądzie, kiedy dawano mu wyrok. Aż się zaczął zastanawiać skąd takie porównanie w jego głowie. Odpłynął myślą i dopiero teraz zauważył zmianę. Najwyraźniejszą zmianę w wyglądzie twarzy dyrektora. Aż go wmurowała w fotel. Triumf? Co jest kurwa? Nie podobało mu się to jak skrzyło mu się teraz w oczach uuu, nie podobało. I zanim zdążył poznać konkretną odpowiedź, pistolet wylądował w dłoni dyrektora, a chwilę później głośny strzał zasygnalizował mu, że broń była odbezpieczona od razu... Jednak nie to było mu teraz w głowie, po pierwsze hałas w niewielkim, dość minimalistycznie urządzonym biurze, które jeszcze go spotęgowało, dla nieprzygotowanego Reda okazał się zabójczy, bo aż go przyćmiło, a potem piszczało mu w uszach. Drugie co do niego dotarło, to fakt, że teraz piekło go kolano. Kurewsko. Zmrużył oczy i zmarszczył brwi. Spojrzał w dół oceniając stratę. Niezbyt duża, ale będzie wkurwiać. Rana już po chwili powoli zaczęła krwawić. No i ujebie sobie spodnie, no... Pięknie kurwa. Adrenalina mu skoczyła do takiego poziomu, że serce przez chwilę próbowało mu się wyrwać, ale oddech miał mimo to nadal spokojny i nie drgnął nawet o milimetr. Wziął nieco głębszy wdech i powoli wypuścił powietrze.
- Pieprz. Się. Kurwa.
Odpowiedział z niemal wojskowym, pozbawionym emocji tonem. Jego głos brzmiał jak błysk światła trafiający w kawałek pękniętego lustra. Nie miał własnej barwy, jedynie odbitą, a i tak niewiadomo do czego należała. A potem padł monolog Borysa. I to był o jeden monolog za dużo. Rysy Reda wyostrzyły się, kiedy zacisnął szczękę na tyle mocno, że poczuł ból. W jego oczach zagrał ogień i jedyne co chciał w nim teraz zobaczyć, to zdechłe zwłoki dyrektora Czarnego Delfina. Wcześniej przekroczył już pewną granicę, teraz przejechał ją czołgiem! Zapominając o tym, że boli go kolano zerwał się i błyskawicznie wsparł jedną ręką na biurku. Mając kompletnie wyjebane, czy coś z niego zrzuci, czy nie wykonał pół obrót z zamiarem przykopania dyrektorowi w bok głowy, bo go wkurwił skurwiel jeden. I jeszcze miał czelność nazwać go tak TYM przeklętym przezwiskiem, którego nie mógł znieść. Zabije go, albo zginie próbując. Żeby nie odsłaniać zbyt długo swojego punktu ciężkości, który chwilę wisiał na ręce, wykonał obrót w drugą stronę, tym sposobem znajdując się po prawej stronie biurka i tym samym bliżej okna. I już patrzył czym go tu zamordować, nożem do rozcinania papieru? Popielniczką? O tak, popielniczką, nawet sam nie wiedział kiedy znalazła się w jego dłoni i nie wiedział kiedy już chciał przyjebać nią prosto w Sokołowa, czy to rzucając, czy waląc. Nerwy mu puścił, na dobre...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet Dyrektora   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Dyrektora
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet dyrektora
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet Dyrektora Hogwartu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Teren Więzienia :: Teren zewnętrzny :: Budynek Administracyjny-
Skocz do: