.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  

Share | 
 

 William MacCallum.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Willie
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 3
Join date : 24/04/2014

PisanieTemat: William MacCallum.   Sob Kwi 26, 2014 8:41 pm

Imię i Nazwisko:

    William MacCallum


Ksywa:

    -


Wiek:

    26 lat


Typ:

    Podobno jest hetero, więc załóżmy, że jeszcze nieodgadniony.


Grupa:

    Osy


Ranga:

    Dożywocie


Wygląd:

    Grube palce komendanta moskiewskiej milicji złapały za jedno z kilkunastu zdjęć, rzuconych bezładnie na stół. Ciemne, hebanowe drewno stanowiło idealny kontrast dla zdecydowanie jaśniejszych fotografii. Człowiek w mundurze przysunął krzesło bliżej biurka i nachylił się nad znaleziskiem, w charakterystyczny sposób mrużąc oczy. Na placu przed Moskiewskim Uniwersytetem Państwowym stał młody mężczyzna. Nie wyglądał groźnie. Zwykłego wzrostu, normalnej budowy, zadbany. To jedynie pierwsze wrażenie. Wprawne, choć z naleciałościami krótkowzroczności oko komendanta zauważyło parę interesujących szczegółów. Młodzieniec miał na sobie spodnie z wąskimi nogawkami, z których jedna wchodziła w czarny trampek, a druga podwinięta do góry, zapewne nieświadomie, pokazywała but w całej okazałości. Idąc wzrokiem wyżej, przesuwając oczy po zapewne szorstkim materiale dolnego odzienia mężczyzny, zauważył, że czarny sweter mężczyzny odsłonił mu kawałek srebrnej sprzączki od paska i patrząc wyżej - brzucha. Z powodu ładnej pogody, podwinął sobie rękawy do łokci, a kolejnym wyrazem nie tak dokładnej dbałości o wygląd były rozwiane przez wiatr włosy. Z tyłu w kolorze czekolady z orzechami, przechodziły w coraz to jaśniejsze tony, by na grzywce stać się już niemal blondem. Odruchowo zamiast od razu skupić się na twarzy, zerknął na jego dłonie. Komendant czuł się trochę jak chiromanta, dłonie człowieka potrafiły mu powiedzieć okropnie dużo. Białe, o długich palcach, z wyraźnym czerwonym śladem na środkowym palcu, który wskazywał na "syndrom dziecka dużo piszącego". Zadbane paznokcie, bez śladów przebarwień, dłonie, które nie zaznały nigdy pracy cięższej, niż noszenie książek. A co do książek - w lewej ręce trzymał "Historię myśli politycznej". Dopiero po tej obserwacji przyjrzał się bliżej twarzy tego dzieciaka. W końcu w perspektywie wieku, sześćdziesiciolatek mógł nazywać dwudziestopięciolatka dzieckiem. Ale wracając do tematu - kształt twarzy niczym rzeźba antyczna - wyjątkiem był podbródek w kształcie litery "v". Usta nie za duże, nie za małe, koloru bardziej brzoskwiniowego niż różowego. Nos prosty, kształtny, na nim czarne okulary w mocnej oprawie. Za krystalicznie czystymi szkiełkami ukryły się oczy w kształcie migdałów. Ciemnobrązowe oczy z czarną oprawką wyglądały jakby zostały specjalnie wybrane do tego, a nie innego stroju. Komendant westchnął cicho, jakby analiza tego najbardziej aktualnego zdjęcia z całej kolekcji MacCalluma była dla niego niebywale trudnym zadaniem. Odwrócił fotografię na drugą stronę, by jego oczom ukazało się starannie napisane "For my dear Настя. With Love, Willie."- No żebym nie zwymiotował... - burknął pod nosem, przy czym natychmiast odchrząknął i mocnym basem zawołał. - Wprowadzić mi tu tego lalusia!
    O ile komendant miał już w pamięci zeskanowaną twarz z wcześniej przedstawionego zdjęcia, o tyle nie spodziewał się, że jego komendę "dajcie mu wycisk" podwładni potraktują tak poważnie. Policjant, który go przyprowadził, a właściwie przyciągnął, nie wyglądał na szczególnie zadowolonego. Ale kto byłby zadowolony? Chłopak nie miał siły stać na nogach, więc ciągnął go, obejmując ręką jego szyję, coś na wzór dzieciaka, który znęca się nad młodszym. Sytuacji nie poprawiał fakt, że na białej koszuli miał świeże ślady krwi. Widać, że namawianie mężczyzny do chodu było dość gwałtowne. Posadził go wreszcie na krześle, zasalutował i wyszedł. Komendant wstał, powolnym krokiem obszedł podejrzanego (w jego umyśle już skazanego) i klepnął go mocno w ramię, na co ten zareagował głośnym sykiem.-Dajemy ci tydzień, MacCallum. Masz ładnie wyglądać na rozprawie. - przez krótką przerwę ułożył mu włosy w tym dziwnym kolorze brązu i blondu. - Gwarantuję ci, że w Delfinie jednak zdecydujesz się współpracować. Tamtejsze chłopaki są mniej wyrozumiali od moich chłopców. Jeden telefon i albo powiesz tam wszystko co wiesz, albo zdechniesz jak pies na podłodze, wśród mieszanki krwi, szczyn i gówna. Szkoda, bo masz całkiem fajną buźkę. - Poklepał go po lewym policzku, przy okazji zgarniając kciukiem kroplę krwi, która razem z innymi tworzyła stróżkę, zaczynającą się w nosie, a kończącą w ustach. Wtarł ją sobie w palec wskazujący i zaśmiał się donośnie. MacCallum jedynie zacisnął mocniej suche wargi, szykując się na kolejne uderzenie.

Krótka biografia:

     Ale nic nie nastąpiło. Głuchą ciszę, która niemiłosiernie odbijała się w uszach komendanta przerwał on sam. - Zabrać go. I tym razem zajmijcie się nim dobrze, ma wyglądać jak porcelanowa laleczka na rozprawie! - Ten sam strażnik, który wwlekł chłopaka do środka, teraz musiał go wywlec. Skinął głową, co miało oznaczać, że przekaże rozkaz reszcie drużyny. W drzwiach minął się z mile wyglądającą kobietą. Pierwsze, co rzuciło się komendantowi w oczy, to jej czarne jak smoła włosy.- Mam trochę informacji o tym całym MacCallumie. - powiedziała głosem tak przesłodkim, że ciężko było nie zareagować. Szczególnie mężczyźnie. Komendant przełknął ślinę. Już wiedział, jak Anastasiya, czyli Nastya, dla której swoje zdjęcie zadedykował jego wcześniejszy gość, zdołała go uwieść. Ale sam nie zamierzał popaść w jej sidła. Gestem nakazał mówić, sam stanął przy oknie i przyglądał się stolicy.-Urodzony drugiego września w szpitalu w Southampton w hrabstwie Hampshire, Anglia. Jego matka, Helena MacCallum, pracowała jako wiceminister w Ministerstwie Sprawiedliwości, zanim nie przeszła na emeryturę. Ojciec, Tobias MacCallum był doradcą do spraw bezpieczeństwa na dworze królowej. Poza rodzicami ma jeszcze dwójkę młodszego rodzeństwa, Seraphine i Laurence nie skończyli jeszcze piętnastu lat. Jest jeszcze starszy brat, Henry, jednak słuch o nim zaginął w 2007 roku. - Wprawna badaczka męskiej natury uniosła głowę w górę, by upewnić się, że komendant ją słucha. Ten jedynie skinął głową, by kontynuowała. Przed tym, zbliżyła do karminowych ust szklankę z wodą, upiła łyk. - W szkole wyróżniał się sporym intelektem i smykałką do nauki języków. Ma certyfikaty z rosyjskiego, niemieckiego, szwedzkiego i francuskiego. Bardzo sprawny fizycznie, wygrał pięć razy bieg na 1500 metrów na lekkoatletycznych mistrzostwach kraju juniorów. Dość lubiany wśród rówieśników, jednak okropnie tajemniczy. Znalazłam wśród jego rzeczy w mieszkaniu stary yearbook, człowiek o nazwisku Stephenson napisał "Dobrze by było, gdybyś przestał być tak tajemniczy, Willie. Nikt nigdy nie wiedział, co ci siedzi w głowie". W szkole średniej został zwerbowany do wywiadu i odbył całą serię szkoleń wprowadzających. Nie opuszczał zajęć lekcyjnych, więc łączył wielki intelekt z nową pracą. Zdał egzaminy wstępne na uniwersytet w Oxfordzie, jednak był tam studentem jedynie przez pierwszy semestr. Przeniósł się dzięki wymianom studenckich do Moskwy cztery lata temu. Wykładowcy opisują go jako wybitnego studenta. Co dziwniejsze, figuruje na liście absolwentów pod swym prawdziwym nazwiskiem, nikomu nie przedstawiał się pseudonimem, a jest nim - Charles Ink. Zbliżyć się do niego było trudno, bo przed wyjazdem do Rosji rozstał się ze swoją dziewczyną, która go zdradziła dla jakiegoś dyskotekowego osiłka. Myślę, że nadal ma uraz do kobiet. Ale do rzeczy! To mądry chłopak, ale nie umie pić. Pod wpływem, po roku znajomości powiedział mi wszystko. Kim jest, jakie ma zadanie i co robi. A co robił? Szpiegował nas! Nasze państwo! Pieprzył się z tą cizią, córką ministra spraw wewnętrznych! A ona go tak kochała, że kradła dokumenty, ściśle tajne. Głupia szmata... - kobieta zrobiła chwilę przerwy, dając odpocząć skołatanym nerwom. Komendant w tym czasie odszedł od okna, usiadł za swoim biurkiem i z lekkim uśmiechem zanotował na urzędowym piśmie.- Trzeba będzie go wysłać do tego Delfina. Nie jest co prawda zabójcą, ale zrobił nam jeszcze większą krzywdę. Podważył renomę naszego państwa, nasrał nam na wycieraczkę. Nie ma mowy, że odeślemy go anglikom, nawet, gdyby dawali nam w zastaw całą Europę! Dostanie wyrok. Jako Osa posiedzi sobie dożywocie, na śmierć nie możemy go skazać, to za piękny klejnocik. Jeszcze nam powie wszystko, co chcemy. - mruknął, podpisując "list polecający", zaadresowany do naczelnika JUK-25/6.

Charakter:

    Gdyby przesunąć wzrokiem dwie linijki wyżej, pod uzasadnieniem tejże decyzji widniałaby adnotacja: "opinia biegłych zawarta w załączniku". Mężczyzna od niechcenia zaczął czytać:-Na podstawie blablabla, dnia blablabla, badanie psychologiczne, blabla... o! Stwierdza się co następuje. Jednostka trudna, niezdyscyplinowana, nie reaguje na polecenia, aspołeczna. Zaleca się umieszczenie w celi izolacyjnej i dalszą pracę nad podejrzanym. Powinni chyba napisać "skazanym", prawda, Anastasiyo? - gdy brązowe oczy spoczęły na czarnowłosej piękności, ta właśnie oglądała sobie paznokcie. Gdy skończyła, ułożyła dłonie na swej spódnicy i pokiwała przecząco głową.- Póki go jeszcze nie skazali, oficjalnie jest podejrzanym. Ale nie wykaraska się. Chociaż... po ludzku mi go trochę szkoda. - zagryzła niezdecydowanie dolną wargę, starając się brzmieć jak najbardziej bezstronnie. Ale ten mężczyzna jednak wzbudził w niej jakieś uczucia. Sześćdziesięciolatek zamilkł. -Jest młody. I mimo tego, że szkodzi naszemu kraju, pomaga swojemu. Jest patriotą. Bardzo wrażliwy na piękno, piekielnie inteligentny. Ma wspaniałe maniery, nawet stanął w mojej obronie, gdy jacyś drągale chcieli mnie okraść. Poradziłabym sobie sama, jednak miły gest. Nic nie powie, bo jest uparty, ma swoje zasady i tego się trzyma. Bywa sarkastyczny do szpiku kości, ale zakładam, że to tylko angielski humor. Poza tym obawiam się, że ma za słabą psychikę na tamtą kolonię. Popełni samobójstwo, gdy tylko uświadomi sobie swoje położenie. Narobi sobie wielu wrogów, gdy dowiedzą się, że jest szpiegiem. A on jest przecież zbyt dumny, by puścić sobie jakąkolwiek zniewagę płazem! - Anastasiya zaczynała mówić naprawdę zbyt emocjonalnie. Komendant zaczynał się zastanawiać, czy dobrze zrobił, angażując ją do tej sprawy.-MacCallum lubi porządek. I punktualność. Jestem pewien, że mu się tam spodoba. Nie widziałaś, jaki miał uśmieszek na twarzy, gdy go stąd wywlekali? Założę się o zegarek, że jest masochistą. Doby papa, czyli ja, załatwił małemu MacCallumowi wakacje życia. - roześmiał się gromko, odkładając akta chłopaka na kupkę oznaczoną krótkim słowem "zrobione", obszedł biurko i podał rękę Nastyi. Gdy wstała, była od niego wyższa o głowę, ale nawet to nie zraziło tego grubego człowieczka. Oboje wyszli z gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi.

Dodatkowe info:

    - Jest leworęczny.
    - Prawdziwy "nerd". Na wolności zawsze nosił przy sobie Nintendo i grał w różne wersje Pokemonów.
    - Okropnie nie lubi, gdy ktoś narusza jego prywatną przestrzeń.
    - Jak wspomniane zostało wcześniej - ma słabą głowę do alkoholu.
    - Mierzy swoje standardowe 185 centymetrów.
    - Jest męską wersją "english rose".
    - Miewa częste zmiany nastroju. Jednak przy kobietach jest zazwyczaj opanowany i spokojny - stąd taka pozytywna relacja Nastyi.
    - Po jego aresztowaniu w mediach wybuchła burza. Anglicy starali się jakoś załagodzić konflikt, jednak premier Wielkiej Brytanii nie mógł uzyskać zgody na deportację Williama z oczywistych powodów: w Królestwie nie był przestępcą.
    - Choruje na serce, stąd jego dość anemiczny wygląd.
    - Sam o sobie mówi, że jest nijaki.
    - Umie się posługiwać bronią i zna parę przydatnych sztuczek.
    - Ukończył wszystkie szkoły jako najlepszy uczeń.
    - Nigdy nie miał przygody z facetem.
    - Pseudonimu nie używał na uczelni tylko i wyłącznie dlatego, że do Oksfordu został przyjęty pod swoim własnym nazwiskiem - widniało one także w dokumentach na wymianie studenckiej, więc nie można było tego zmienić. Wszystkim innym, których nie wiązał z uniwersytetem, przedstawiał się jako Charles Ink.
    - Pech chciał, że obdarzył Nastyę miłością. Prawdopodobnie z wzajemnością.
    - Prawdziwy Brytol, herbata o piątej to podstawa. Nawet, gdyby była najgorszą lurą.

Multikonta:

    Brak


RIOT!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red
Osa - Dożywocie


Liczba postów : 18
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: William MacCallum.   Pon Kwi 28, 2014 12:20 pm

A K C E P T

Interesująca historia. Serdecznie witam pana szpiega w Delfinie. ;>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
William MacCallum.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» William Manderly

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka / informacje o postaciach /-
Skocz do: